Dziś parę słów na temat tzw. "gięcia". Już w kwietniu odbywają się warsztaty z Anastasią Stukhtorovą i Evgenym Greshilovem, pary z Rosji, która co tu przebierać w słowach - jest po prostu zajebista! Evgeny jest super silny i ma core z żelaza. Anastasia to jednak osobna historia. Ta to dopiero ma warun w ciele... Wygina się w chińskie "8" co innymi słowy oznacza, że nie ma wielu problemów z figurami, gdzie potrzebne jest rozciągnięte ciało. Mało tego, bo Anastasia ma także nieprawdopodobe gięcie w plecach, na czym zresztą często bazuje. Jeśli nie słyszeliście o kontorsjonistyce, to Anastasia jest właśnie żywym jej przykładem. Kontorsjonistyka jest to typ akrobatyki polegający na mocnym wyginaniu ciała i kończyn. Jedną z jej podstawowych elementów jest właśnie gięcie w plecach. I właśnie o tym dziś chciałam napisać. Wiele pole dancerek na wyższym poziomie wtajemniczenia doskonale wie, jak potrzebne jest gięcie. Jesteśmy zajarani tematem, chcemy się rozciągać, wyciągać i giąć. SUPER! Róbcie to, ale z głową. Zbyt szybkie i drastyczne gięcia mogą skutkować mało przyjemną historią z kręgosłupem.
Oto kilka moich rad:
- Nie ma powodu, by podchodzić do tematu ambicjonalnie i zakładać, że zrobicie Rainbow Marchenko w pół roku (bo tak!). Zacznijcie od najprostszych pozycji psa z głową w górę. Zawsze po kilkunastu (kilkudziesięciu) sekundach rozciągania przejdzcie do pozycji przedniego wygięcia.
- doznawanie skurczów w plecach jest normalne. Jeżeli natomiast odczuwacie jakiś dyskomfort w kręgoslupie, promieniujący ból lub drętwienie oznacza to, że robicie coś źle lub posuneliście się za daleko;
- jeśli macie problemy z kręgosłupem, pamiętajcie, by udać się najpierw do lekarza i dowiedzieć, czy w waszym przypadku zbyt dużo wygięć do tyłu nie będzie czasem gwoździem do trumny;
- chcecie rozciągnąć plecy? Świetnie, pamiętajcie jednak, że bez rozciagania barków, niewiele wam z tego przyjdzie;
- pamiętajcie, że samo rozciąganie nie wystarczy. Plecy trzeba najpierw wzmocnić. Wiele pozycji z kontorsjonistyki bazuje właśnie na sile (mięśni grzbietu, mieśni głębokich)... Brak siły mięśniowej może skutkować urazem. Nie utrzymacie wygięcia w pozycji. Wiele z nich wiąże się też ze stójkami. Najpierw zatem ogarnijcie stójki i wzmocnijcie mieśnie odpowiedzialne za równowagę, zanim zaczniecie zabierać się na ekstremalne ćwiczenia;
- nie śpieszcie się!!! Praca nad gięcem to praca powolna, ale systematyczna połączona z prawidłowym oddychaniem i najlepiej - ogarniętym trenerem;
- nie dociskajcie się i nie pozwalajcie na to, by ktoś inny dociskał was zbyt agresywnie. Rozciaganie nigdy nie powinno boleć. W przeciwnym razie nabawicie się nie tylko mikrourazów mieśniowych, które nawarstiając się mogą doprowadzić do naderwań (a te ciągną się miesącami,a czasami latami), a w przypadku kręgosłupa narażacie na urazy więzadła międzykręgowe i torebki stawowe stawów międzykręgowych. Uwierzcie mi - nie chcecie tego robić!
- jeśli nie macie 10 lat, nie liczcie, że wasze gięcie będzie jak u cyrkowca. W pewnym wieku praca nad elastycznością ciała nie jest już taka prosta. Uzbrójcie się w cierpliwość. Zwłaszca jeśli nie rozciągaliście się całymi latami;
- pamiętajcie, aby nie przedobrzyć. Jeżeli usztywniasz się i jęczysz obolały, znaczy to, że rozciągasz się za bardzo, za mocno lub za często względem twoich możliwości. Jeśli następnego dnia rano odczuwasz cokolwiek ponad lekką obolałość - przyhamuj;
- Nie wolno zmuszać mięśnia do przyjęcia żadnej pozycji rozciągniętej, o ile nie był on uprzednio A)rozgrzany, B) rozgrzany przez obciążenie wstępnie. Taki izometryczny skurcz utrzymywany w czasie minuty wprowadza do mięśnia dawkę odżywczej krwi. Warto więc przez chwilę postawić na ćwiczenie wzmacniające mieśnie pleców, zanim zaczniemy je rozciągać. Polecam 3 serie po 10 powtórzeń pozycji supermena w leżeniu na brzuchu.
- nad gięciem pracujcie czasem w parach. Zwłaszcza przy zaawansowanych pozycjach zaczerpniętych z contorsion. Druga osoba powinna asekurować. Pod warunkiem, że robi to umiejętnie. W przeciwnym razie może zrobić ci krzywde;
- Bendy contorsion? Yes, ale nie codziennie. Jeśli jednego dnia stawiasz na dość intensywnie gięcia pleców, następnego postaw na porządniejszy stretching nóg. Tkanki muszą mieć czas na regenerację.
- po zakończeniu sesji pleckowej (jeśli macie taką mozliwość) postawcie na dekompresję kręgosłupa w zwisie na drążku. Złapcie go i rozluźnijcie ciało. Niech ciągnie swoim ciężarem w dół. Opadniecie i poczujecie, że ciało się wydłuża. Powtórzcie to przynajmniej trzykrotnie pozostając w zwisie conajmniej kilkanaście sekund.
A teraz kilka słów o pozycji Rainbow Marchenko.
Znam wiele osób, które podchodzą do tematu ambicjonalnie. Wiem, że część z nich zrobi tą figurę, część raczej nie. Ja na pewno jej nie zrobię i nie zamierzam. Dlaczego? Ponieważ są to gięcia ekstremalne, podczas których kręgosłup jest narażony na urazy. Dotyczy to także mięśni pleców. Czy jest zdrowe? No raczej nie. Nie zrozumcie mnie źle, sama pracuję nad gięcem, ale w granicach zdrowego rozsądku. Wiem, że mogę zrobić dużo i dużo pracy przede mną, ale nie chce PRZEGINAĆ Z TEMATEM. Większości z was też to odradzam. Wyjątek stanowią osoby po gimnastyce, akrobatyce itp. One od dziecka pracowały nad gięcem. Niektórym osobom, mimo późnego startu, uda się wypracować coś niesamowitego. Dlaczego? Bo mają takie predyspozycje. Nie zakładaj jednak, że i ty należysz do tej grupy. Niewiele osób ma hipermobilność... Innym się uda, dzięki cieżkiej pracy, ale prawdopodobnie wyjdzie im to bokiem za kilka lub kilkanaście lat.
A więc praca nad gięcem TAK, ale tylko z głową. Pole jest super, Rainbow Marchenko jest super, ale zdrowy kręgosłup z pewnością na przyszłość przyda wam się bardziej!
sobota, 1 marca 2014
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Joanna Derybowska wywalczyła brąz (IPC 2013)
Wprawdzie od mistrzostw minęła mała chwilka, nie mniej jednak postanowiłam napisać kilka słów o Asi Deryboskiej, która reprezentowała nas dzielnie pod koniec listopada w Singarurze. Asia startowała w kategorii Masters Division, czyli w kategorii dla osób po 40 roku życia. W rezultacie wywalczyła brązowy medal :) Hurra! Napisałam do Asi, bo byłam ciekawa ile czasu zajęły jej przygotowania, jak wyglądają takie mistrzostwa i jak je sobie wspomina :)
- Do zawodów przygotowywałam sie około miesiąca i była to ciężka praca, bo musiałam godzić własne treningi, dom z dwójką dzieci oraz zajęcia w studio. Naprawdę lekko nie było. Czułam,że mam za mało czasu. Bałam się wyjazdu, ponieważ jechałam sama bez kogokolwiek, kto podtrzymałby mnie na duchu itd. Bałam się zmiany czasu i tego ,że będę zmęczona. Kategoria Masters to kategoria osób od 40-go roku życia. Z dwunastu osób które zgłosiły sie do zawodów zakwalifikowano do finału mnie,Joannę Littlewood Johnson oraz Gretę Pontarelli. Same zawody były przygotowane bardzo profesjonalnie: wynajęty Teatr, rurki 45 mm na wysokości ok 3,50 m, garderoby i całe zaplecze. Wszystko zapięte na ostatni guzik. Jedyny mankament to światła, które rozgrzewały rurki, a wówczas szybciej pociły się ręce. Generalnie wyjazd był dla mnie bardzo motywujący. Wiem, że wiele muszę dopracować. Nie jestem zadowolona ze swojego pokazu, przede wszystkim dlatego, że tak jak przypuszczałam nie zdążyłam sie zaaklimatyzować i byłam potwornie zmęczona, co spowodowało,że popełniłam błędy w układzie. Myślę, że jeżeli zdecyduje sie jeszcze na jakiekolwiek zawody to będą one w Europie w naszej strefie czasowej, a nie poza nią.
Jakiś czas temu robiłam z Asią wywiad dla serwisu fitness.sport.pl, gdzie powiedziała mi trochę więcej o sobie.
Sylwetka naszej medalistki:
Tańczę od 10 roku życia. Zaczynałam w Szkole baletowej w Warszawie, którą ukończyłam jako profesjonalna tancerka. Po szkole dostałam angaż do Mazowsza ale nigdy tam nie zatańczyłam. Wolałam taniec współczesny, więc poszukałam czegoś dla siebie w grupie tanecznej, która jeździła na kontrakty zagraniczne . Pracowałam tak przez 6 lat. Zwiedziłam pół świata i wiele się nauczyłam, tam też po raz pierwszy miałam styczność z rurką, ale nie zaangażowałam się, bo bardziej interesował mnie teatr.
O Pole dance fitness usłyszałam w 2009 roku, kiedy koleżanka zapytała mnie czy nie poprowadziłabym zajęć w szkole. Wtedy zaczęłam szukać i oglądać. Natknęłam się na filmiki z FELIX CANE i oszalałam. Wiedziałam już, że chcę to robić!! Okazała się moją inspiracją! Zaczęłam trenować, zakupiłam cały zestaw płyt instruktażowych i kiedy poczułam się na siłach - zaczęłam pracę jako instruktor. Wówczas nie pracowałam już w teatrze, byłam na etapie zmiany z tancerki w instruktora, ukończyłam odpowiednie kursy, a Pole Dance mnie uzależnił, pochłonął całkowicie i stał się moją pasją, hobby i pracą.
Obecnie Asia prowadzi swoją własną szkołę - PoleArt studio.
Filmików z mistrzostw jeszcze nie ma, ale z pewnością niedługo się pojawią.
- Do zawodów przygotowywałam sie około miesiąca i była to ciężka praca, bo musiałam godzić własne treningi, dom z dwójką dzieci oraz zajęcia w studio. Naprawdę lekko nie było. Czułam,że mam za mało czasu. Bałam się wyjazdu, ponieważ jechałam sama bez kogokolwiek, kto podtrzymałby mnie na duchu itd. Bałam się zmiany czasu i tego ,że będę zmęczona. Kategoria Masters to kategoria osób od 40-go roku życia. Z dwunastu osób które zgłosiły sie do zawodów zakwalifikowano do finału mnie,Joannę Littlewood Johnson oraz Gretę Pontarelli. Same zawody były przygotowane bardzo profesjonalnie: wynajęty Teatr, rurki 45 mm na wysokości ok 3,50 m, garderoby i całe zaplecze. Wszystko zapięte na ostatni guzik. Jedyny mankament to światła, które rozgrzewały rurki, a wówczas szybciej pociły się ręce. Generalnie wyjazd był dla mnie bardzo motywujący. Wiem, że wiele muszę dopracować. Nie jestem zadowolona ze swojego pokazu, przede wszystkim dlatego, że tak jak przypuszczałam nie zdążyłam sie zaaklimatyzować i byłam potwornie zmęczona, co spowodowało,że popełniłam błędy w układzie. Myślę, że jeżeli zdecyduje sie jeszcze na jakiekolwiek zawody to będą one w Europie w naszej strefie czasowej, a nie poza nią.
Jakiś czas temu robiłam z Asią wywiad dla serwisu fitness.sport.pl, gdzie powiedziała mi trochę więcej o sobie.
Sylwetka naszej medalistki:
Tańczę od 10 roku życia. Zaczynałam w Szkole baletowej w Warszawie, którą ukończyłam jako profesjonalna tancerka. Po szkole dostałam angaż do Mazowsza ale nigdy tam nie zatańczyłam. Wolałam taniec współczesny, więc poszukałam czegoś dla siebie w grupie tanecznej, która jeździła na kontrakty zagraniczne . Pracowałam tak przez 6 lat. Zwiedziłam pół świata i wiele się nauczyłam, tam też po raz pierwszy miałam styczność z rurką, ale nie zaangażowałam się, bo bardziej interesował mnie teatr.
O Pole dance fitness usłyszałam w 2009 roku, kiedy koleżanka zapytała mnie czy nie poprowadziłabym zajęć w szkole. Wtedy zaczęłam szukać i oglądać. Natknęłam się na filmiki z FELIX CANE i oszalałam. Wiedziałam już, że chcę to robić!! Okazała się moją inspiracją! Zaczęłam trenować, zakupiłam cały zestaw płyt instruktażowych i kiedy poczułam się na siłach - zaczęłam pracę jako instruktor. Wówczas nie pracowałam już w teatrze, byłam na etapie zmiany z tancerki w instruktora, ukończyłam odpowiednie kursy, a Pole Dance mnie uzależnił, pochłonął całkowicie i stał się moją pasją, hobby i pracą.
Obecnie Asia prowadzi swoją własną szkołę - PoleArt studio.
Filmików z mistrzostw jeszcze nie ma, ale z pewnością niedługo się pojawią.
środa, 4 grudnia 2013
Natasha Wang - Ty też możesz zostać mistrzem świata
30 listopada odbyły się Mistrzostwa Pole Dance w Singapurze (International Pole Championchip 2013). Muszę przyznać, że oglądałam je z zapartym tchem. Widać, że z roku na rok poziom zawodników staje się coraz wyższy! Dzieje się tak dlatego, że pole dance jako dyscyplina sportowa jest dość młoda i wciąż dynamicznie się rozwija. Aż strach myśleć co będzie za parę lat, kiedy na rurki wejdą trenujące już teraz nastolatki :)
Nie o nich jednak chce dziś napisać, ale o zwyciężczyni tegorocznych mistrzostw. Mowa o Natashy Wang reprezentującej USA. Oglądając jej tegoroczny występ od razu było widać ile wciąż wkłada w pole dance pracy. Jest świetna! Wszystko to tym bardziej zadziwia, kiedy czyta się jej biografię! Jednocześnie napawa nadzieją, że każdy może dać radę. Każdy może zostać mistrzem - Ty też!
Natasha Wang bowiem zaczęła trenować pole dance w 2004 roku wieku 29 lat. Tak, tak - to nie pomyłka. Na zajęcia trafiła po obejrzeniu występu pole dance u Oprah'y. W dodatku jak sama pisze na swojej stronie internetowej, wcale nie była to miłość od pierwszego zakręcenia. Na początku chodziła na zajęcia raz w tygodniu, bo uważała, że dwa to dla niej zbyt wiele :) (to prawdziwa historia!!)
Nie miała żadnego zaplecza gimnastycznego, ani tanecznego (!!!), więc lekcje pole dance były dla niej namiastką tańca, o którym zawsze marzyła. W 2008 roku dołączyła do ekipy Leigh Ann Reilly i przekonała się jakie cuda można robić ze swoim ciałem.
- Wydawało mi się, że uczniowie i instruktorzy właściwie lewitują. I wtedy wiedziałam już, że też chcę posiąść te supermoce - pisze Natasha Wang.
Potem zaczęła ciężką pracę. Trenowała codziennie i to po kilka godzin, co w konsekwencji przekształciło się w pełnoprawny romans z rurką :) W 2009 dołączyła do Kelly Yvonne’s Girl Next Door show i odkryła jak siłę i taniec łączyć z emocjami i tworzyć z nich piękną, spójną historię. Od tego momentu zaczęła "dziwną, surrealistyczną podróż po całym świecie".
Do dziś zdobyła takie tytuły jak:
Pole Art 2012 Runner-Up
US Pole Dance Champion 2011
USPDF West Coast Champion 2010
2010 California Pole Dance Champion
Oraz oczywiście ostatni IPC Ultimate Champion 2013.
Nawet się z nią trochę utożsamiam, bo zanim została pole dancerką przez wiele lat pracowała jako publicystka :)
Mnie ta historia urzeka, bo wiem ile pracy trzeba włożyć w przygotowanie ciała do takich akrobacji, kiedy nie ma się zaplecza baletowego, gimnastycznego czy cyrkowego. Po prostu jest dla mnie PODWÓJNYM MISTRZEM!
Oto jej tegoroczny występ z konkursu Art of Pole oraz kilka zdjęć z IPC 2013
Nie o nich jednak chce dziś napisać, ale o zwyciężczyni tegorocznych mistrzostw. Mowa o Natashy Wang reprezentującej USA. Oglądając jej tegoroczny występ od razu było widać ile wciąż wkłada w pole dance pracy. Jest świetna! Wszystko to tym bardziej zadziwia, kiedy czyta się jej biografię! Jednocześnie napawa nadzieją, że każdy może dać radę. Każdy może zostać mistrzem - Ty też!
Natasha Wang bowiem zaczęła trenować pole dance w 2004 roku wieku 29 lat. Tak, tak - to nie pomyłka. Na zajęcia trafiła po obejrzeniu występu pole dance u Oprah'y. W dodatku jak sama pisze na swojej stronie internetowej, wcale nie była to miłość od pierwszego zakręcenia. Na początku chodziła na zajęcia raz w tygodniu, bo uważała, że dwa to dla niej zbyt wiele :) (to prawdziwa historia!!)
Nie miała żadnego zaplecza gimnastycznego, ani tanecznego (!!!), więc lekcje pole dance były dla niej namiastką tańca, o którym zawsze marzyła. W 2008 roku dołączyła do ekipy Leigh Ann Reilly i przekonała się jakie cuda można robić ze swoim ciałem.
- Wydawało mi się, że uczniowie i instruktorzy właściwie lewitują. I wtedy wiedziałam już, że też chcę posiąść te supermoce - pisze Natasha Wang.
Potem zaczęła ciężką pracę. Trenowała codziennie i to po kilka godzin, co w konsekwencji przekształciło się w pełnoprawny romans z rurką :) W 2009 dołączyła do Kelly Yvonne’s Girl Next Door show i odkryła jak siłę i taniec łączyć z emocjami i tworzyć z nich piękną, spójną historię. Od tego momentu zaczęła "dziwną, surrealistyczną podróż po całym świecie".
Do dziś zdobyła takie tytuły jak:
Pole Art 2012 Runner-Up
US Pole Dance Champion 2011
USPDF West Coast Champion 2010
2010 California Pole Dance Champion
Oraz oczywiście ostatni IPC Ultimate Champion 2013.
Nawet się z nią trochę utożsamiam, bo zanim została pole dancerką przez wiele lat pracowała jako publicystka :)
Mnie ta historia urzeka, bo wiem ile pracy trzeba włożyć w przygotowanie ciała do takich akrobacji, kiedy nie ma się zaplecza baletowego, gimnastycznego czy cyrkowego. Po prostu jest dla mnie PODWÓJNYM MISTRZEM!
Oto jej tegoroczny występ z konkursu Art of Pole oraz kilka zdjęć z IPC 2013
sobota, 30 listopada 2013
International Pole Championchip 2013 - wyniki
Wrzucam na szybko wyniki z Mistrzostw w Singapurze. Jutro uzupełnię wpis, ale dla ciekawskich według www.unitedpoleartists.com/todays-pole-news wyniki przedstawiają się następująco:
Natasha Wang - the winner!
Ale nasza Joasia Derybowska w kategorii Masters ma brąz!!! :)
Women’s
1st – Natasha Wang
2nd – Rafaela Montanaro
3rd – Polina Volchek aka Pink Puma
Men’s
1st – Derick Peirson
2nd – Alex Shchukin
3rd – Steven Retchless
Doubles
1st – Enchanted (Tiff and Ruth)
2nd – Mina Mortezaie and Nadia Shariff
3rd – Suzie Q and Toby J
Disabled
1st – Eri Kamimoto
2nd – Deb Roach
Masters
1st – Joanna Littlewood
2nd – Greta Pontarelli
3rd – Joanna Derybowska
Pole Industry Awards
Instructor of the Year – Marlo Fisken
Performer of the Year – Natalia Tatarintseva
Choreographer of the Year – Sergia Louise Anderson
Studio of the year – Choreography House
Industry Person of the Year – Fawnia Dietrich
Pole Idol – Marion Crampe
Natasha Wang - the winner!
Ale nasza Joasia Derybowska w kategorii Masters ma brąz!!! :)
Women’s
1st – Natasha Wang
2nd – Rafaela Montanaro
3rd – Polina Volchek aka Pink Puma
Men’s
1st – Derick Peirson
2nd – Alex Shchukin
3rd – Steven Retchless
Doubles
1st – Enchanted (Tiff and Ruth)
2nd – Mina Mortezaie and Nadia Shariff
3rd – Suzie Q and Toby J
Disabled
1st – Eri Kamimoto
2nd – Deb Roach
Masters
1st – Joanna Littlewood
2nd – Greta Pontarelli
3rd – Joanna Derybowska
Pole Industry Awards
Instructor of the Year – Marlo Fisken
Performer of the Year – Natalia Tatarintseva
Choreographer of the Year – Sergia Louise Anderson
Studio of the year – Choreography House
Industry Person of the Year – Fawnia Dietrich
Pole Idol – Marion Crampe
środa, 20 listopada 2013
Reebok coraz mocniejszy w fitnessie
Dla odmiany chce napisać kilka słów o rozwoju form treningowych Reeboka. Czemu podejmuje ten temat? Bo cenię to robi ta marka. Zwłaszcza Crossfit, którego jestem wielką fanką. Wiem, że nie każdy lubi aż tak wymagające treningi. Wolą taniec, sztuki walki... itd. Dlatego napiszę o nowych propozycjach Reeboka, bo podoba mi się to, że rozwijają się w fitnessie na taka skalę.
No bo Reebok moi drodzy zaczął współpracę z Les Mills, który to jest bardzo w świecie znanym ogarniaczem treningów grupowych (które ja kocham najbardziej). W grupie moc i siła! No i ten Les Mills wprowadził do świata na przykład takie zajęcia jak Bodypump, Bodycombat albo Les Mills Grit.
I teraz takie oto nowości proponują:
SH’BAM – taniec w stylu fit. Dziewczyna, która go prezentowała jest wulkanem energii. Każdy kto mnie zna, wie, że nie przepadam za standardowym aerobikiem, ale ten taniec podobał mi się bardzo. Poza tym - jak na mnie, zmęczyłam się na maksa. Wyszłam zlana potem :D serio!
BODYCOMBAT – inspirowany sztukami walki. Znajdziecie tu elementy karate, kick-boxing, TaeKwon Do, Tai Chi i MuayTha. Nie moja stylowa, bo nie przepadam za tego typu treningami, ale widziałam, że dziewczyny były zachwycone!
BODYBALANCE – połączenie jogi, Tai Chi oraz pilatesu. Relaksujący i rozciągający, a także wzmacniający ciało, poprawiający elastyczność i siłę mięśni. Czyli trening na spokojnie - dla tych, którzy nie przepadają za strumieniami potu.
Co poza tym? Mają coraz fajniejsze ciuchy na fitness! :)
No bo Reebok moi drodzy zaczął współpracę z Les Mills, który to jest bardzo w świecie znanym ogarniaczem treningów grupowych (które ja kocham najbardziej). W grupie moc i siła! No i ten Les Mills wprowadził do świata na przykład takie zajęcia jak Bodypump, Bodycombat albo Les Mills Grit.
I teraz takie oto nowości proponują:
SH’BAM – taniec w stylu fit. Dziewczyna, która go prezentowała jest wulkanem energii. Każdy kto mnie zna, wie, że nie przepadam za standardowym aerobikiem, ale ten taniec podobał mi się bardzo. Poza tym - jak na mnie, zmęczyłam się na maksa. Wyszłam zlana potem :D serio!
BODYCOMBAT – inspirowany sztukami walki. Znajdziecie tu elementy karate, kick-boxing, TaeKwon Do, Tai Chi i MuayTha. Nie moja stylowa, bo nie przepadam za tego typu treningami, ale widziałam, że dziewczyny były zachwycone!
BODYBALANCE – połączenie jogi, Tai Chi oraz pilatesu. Relaksujący i rozciągający, a także wzmacniający ciało, poprawiający elastyczność i siłę mięśni. Czyli trening na spokojnie - dla tych, którzy nie przepadają za strumieniami potu.
Co poza tym? Mają coraz fajniejsze ciuchy na fitness! :)
poniedziałek, 18 listopada 2013
Alex Shchukin - warsztaty z mistrzem
W piątek 15 listopada w Katowicach odbyły się warsztaty z obecnym mistrzem świata Pole Sport Alexem Shchukinem! Czekałam na nie od kilku miesięcy i muszę przyznać, że było warto. Alex jest miszczem nad miszczami!
Słowem wstępu - Alex pochodzi z Ukrainy i jak na mistrza wcale nie zajmuje się pole dance od dawna. Jego przygoda z tą dyscypliną zaczęła się zresztą dzięki żonie, która wcześniej zajmowała się pole dance i namawiała go do spróbowania. Dopiero kiedy zachorowała, Alex chcąc zrobić dla niej coś specjalnego postanowił poczynić pewne konkretne kroki i wystąpił na konkursie World Pole Dance w Zurychu. Debiut niezły, bo zajął tam trzecie miejsce. Debiut doskonały jak na osobę, która całkiem niedawno zaczęła treningi. Oglądałam wszystkie jego występy i budziły one mój niekłamany podziw. Świetne rozciągnięcie, doskonałe poczucie rytmu, piękny, męski ruch ciała, wiele akrobatycznych elementów... No co tu dużo gadać - robił chłopak robotę.
Nie do końca wiedziałam na co mam się szykować, kiedy jechałam na warsztaty i szczerze powiedziawszy byłam mega podekscytowana. Właściwie to byłam niezdrowo podjarana (to lepiej oddaje prawdę) :)
Wraz z moimi dzielnymi towarzyszkami Karoliną Sobieraj i Olą Kulikowską dotarłyśmy na miejsce prawie spóźnione (jakimś cudem nie przyszło nam do głowy, że bez GPS'a może być ciężko odnaleźć się w obcym mieście) :D
No i się zaczęło. Bardzo energiczna rozgrzewka, troszkę więcej gięć w plecach niż powiedzmy na mojej rozgrzewce (i słusznie zresztą), a potem do roboty. Zaczęliśmy do kręconych kombinacji, które można wykorzystać w choreografiach. Wszystko trenowaliśmy na rurze statycznej. Może to i lepiej, bo po późniejszych saltach uznałam, że moglibyśmy wylecieć z orbit :) potem kolejne kombinacje z wejściem na bark, przekręty ciała w wahadle i w końcu salto i fiflak. Tak jak podejrzewałam - było więcej elementów akrobatycznych. To akurat nie jest moją mocną stroną. Ale cieszę się, że mogłam spróbować, bo teraz jak wpadnę na salę nikt mnie od rury nie odciągnie, dopóki nie będę mistrzem salta :) Oczywiście przy tego typu elementach jest więcej strachu i ten strach trzeba z głowy przegnać. Podsumowując - zrobiliśmy bardzo dużo nowych rzeczy. Nie przypuszczałam nawet, że damy radę tyle zrobić w tak krótkim czasie.
Co poza tym? Poznałam wspaniałe dziewczyny z Krakowa. Patrycja, Iza - już teraz no merci! Przyjezdzam do Krakowa na trenio. Będziecie mnie gościć, czy tego chcecie czy nie! Duży szacun ode mnie także dla Kuby Kolasy, który prowadzi warszawską filię Sunset Girl Pole Dance Studio.
I tak sobie pomyślałam, że to nasze pole dance community jest po prostu zajebiste! I że razem to szczyty można zdobywać!
Co myślę o Alexie? Niebywale sprawny, super skromny i nieskończenie cierpliwy. Bardzo ciepły człowiek z artystyczną duszą. Pozytywny wariat! Mam szczerą nadzieję, że nie były to ostatnie warsztaty i ostatnie spotkanie z jego udziałem, w którym mogłam uczestniczyć.
Przy okazji przyjechał także TVN i dziś ukazała się krótka relacja z naszych warsztatów.
Link poniżej:
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/mistrz-swiata-w-tancu-na-rurze,105998.html
(a nie mówiłam, że byłam niezdrowo podjarana?!) :D
Na końcu podziękowania dla Sunset Girl Pole Dance Studio za zorganizowanie warsztatów. Karolina Grzywaczewska - oby więcej takich inicjatyw! Integrujmy się :)
Słowem wstępu - Alex pochodzi z Ukrainy i jak na mistrza wcale nie zajmuje się pole dance od dawna. Jego przygoda z tą dyscypliną zaczęła się zresztą dzięki żonie, która wcześniej zajmowała się pole dance i namawiała go do spróbowania. Dopiero kiedy zachorowała, Alex chcąc zrobić dla niej coś specjalnego postanowił poczynić pewne konkretne kroki i wystąpił na konkursie World Pole Dance w Zurychu. Debiut niezły, bo zajął tam trzecie miejsce. Debiut doskonały jak na osobę, która całkiem niedawno zaczęła treningi. Oglądałam wszystkie jego występy i budziły one mój niekłamany podziw. Świetne rozciągnięcie, doskonałe poczucie rytmu, piękny, męski ruch ciała, wiele akrobatycznych elementów... No co tu dużo gadać - robił chłopak robotę.
Nie do końca wiedziałam na co mam się szykować, kiedy jechałam na warsztaty i szczerze powiedziawszy byłam mega podekscytowana. Właściwie to byłam niezdrowo podjarana (to lepiej oddaje prawdę) :)
Wraz z moimi dzielnymi towarzyszkami Karoliną Sobieraj i Olą Kulikowską dotarłyśmy na miejsce prawie spóźnione (jakimś cudem nie przyszło nam do głowy, że bez GPS'a może być ciężko odnaleźć się w obcym mieście) :D
No i się zaczęło. Bardzo energiczna rozgrzewka, troszkę więcej gięć w plecach niż powiedzmy na mojej rozgrzewce (i słusznie zresztą), a potem do roboty. Zaczęliśmy do kręconych kombinacji, które można wykorzystać w choreografiach. Wszystko trenowaliśmy na rurze statycznej. Może to i lepiej, bo po późniejszych saltach uznałam, że moglibyśmy wylecieć z orbit :) potem kolejne kombinacje z wejściem na bark, przekręty ciała w wahadle i w końcu salto i fiflak. Tak jak podejrzewałam - było więcej elementów akrobatycznych. To akurat nie jest moją mocną stroną. Ale cieszę się, że mogłam spróbować, bo teraz jak wpadnę na salę nikt mnie od rury nie odciągnie, dopóki nie będę mistrzem salta :) Oczywiście przy tego typu elementach jest więcej strachu i ten strach trzeba z głowy przegnać. Podsumowując - zrobiliśmy bardzo dużo nowych rzeczy. Nie przypuszczałam nawet, że damy radę tyle zrobić w tak krótkim czasie.
Co poza tym? Poznałam wspaniałe dziewczyny z Krakowa. Patrycja, Iza - już teraz no merci! Przyjezdzam do Krakowa na trenio. Będziecie mnie gościć, czy tego chcecie czy nie! Duży szacun ode mnie także dla Kuby Kolasy, który prowadzi warszawską filię Sunset Girl Pole Dance Studio.
I tak sobie pomyślałam, że to nasze pole dance community jest po prostu zajebiste! I że razem to szczyty można zdobywać!
Co myślę o Alexie? Niebywale sprawny, super skromny i nieskończenie cierpliwy. Bardzo ciepły człowiek z artystyczną duszą. Pozytywny wariat! Mam szczerą nadzieję, że nie były to ostatnie warsztaty i ostatnie spotkanie z jego udziałem, w którym mogłam uczestniczyć.
Przy okazji przyjechał także TVN i dziś ukazała się krótka relacja z naszych warsztatów.
Link poniżej:
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/mistrz-swiata-w-tancu-na-rurze,105998.html
(a nie mówiłam, że byłam niezdrowo podjarana?!) :D
Na końcu podziękowania dla Sunset Girl Pole Dance Studio za zorganizowanie warsztatów. Karolina Grzywaczewska - oby więcej takich inicjatyw! Integrujmy się :)
czwartek, 7 listopada 2013
Illusionist
Jakiś czas temu wyszperałam tę figurę i wiedziałam, że trzeba natychmiast się zabierać do roboty. Podobne do Titanica, ale jednak inne - myślałam wtedy. Na sali okazało się, że miałam rację. Inna praca ciała i aby się utrzymać trzeba popracować nad innymi elementami. Od razu mówię - jak ktoś nie ma gięcia w plecach (za grosz), będzie ciężko. Tzn. nie to, że ja mam jakieś "super", ale mam wystarczające, żeby to zrobić. Co poza tym? Silny Core, czyli mocny środek ciała (mięśnie posturalne się kłaniają). Jeśli wiecie, że brzuch, pośladki i plecy słabiutkie - to nie ma co czekać! Do roboty! Wzmacniamy! :)
Kolejne info - weźcie materace - duuuzo :) jak widzicie ja wzięłam, bo się bałam, że odpadnę na ryjek :) Nie odpadłam, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
Trik nazywa się Illusionist. Choć uważam, że bliżej mu do Titanica niż Titanicowi (jeśli wiecie what I'm talking about). Niektórzy podpisywali go:
No dobra. Konkrety. Jak wejść?
1) Supermenka
2) Łapką przyciągamy się bliżej do rurki (jak w Titanicu) i przekładamy stopy (tylko połowę - to WAZNE) na przód rurki.
3) Jak widzicie tyłeczek "blisko rurki" i najważniejsze - złapanie balansu w ciele.
Znam jeszcze drugą metodę, ale długo, by pisać (bez zdjęć).
Czy kogoś interesuje instruktaż foto?
Fot. Kasia Milewska dla OH LALA
Subskrybuj:
Posty (Atom)














.jpg)



