wtorek, 15 października 2013
Wywiad - niech umierają stereotypy związane z pole dance
Kilka tygodni temu dostałam maila od redaktorki serwisu fitness.sport.pl. Chciała zrobić materiał o pole dance i napisać trochę o naszej szkole OH LALA. No i dobra. Niech pisze! Więc, mimo że zwykle to ja zadaję pytania, tym razem postanowiłam udzielić małego wywiadu. Wklejam kawałek, a dalej dla zainteresowanych link :)
MD: Szkoła kojarzy mi się z tańcem na rurze - czy taki taniec jest popularny w szkole?
KB: Szkoła powstała z myślą o pole dance. To jest szkoła pole dance (taniec na rurze używa się potocznie i niektórym źle się kojarzy), więc większość kursantek przychodzi właśnie na te zajęcia. Są dwie sale do rurki i jedna sala fitnessowa, gdzie odbywają się także zajęcia Burleski, boksu, barre'u. Można by powiedzieć, że zajęcia fitnessowe są tu obecne dodatkowo, ale nie będzie to do końca prawda, bo wiele osób przychodzi do Oh Lala tylko i wyłącznie na zajęcia fitness. Jednak około połowa ćwiczących ze mną na trzeciej sali jest rurkowa.
Na szczęście stereotyp tańca na rurze jako tańca z nocnego klubu umiera. Nareszcie! Więc ci, którzy się interesują pole dance wiedzą, że to akrobatyka i bardzo intensywne ćwiczenia siłowe. Siłowe i rozciągające oczywiście. Pole dance to typowa gimnastyka, tylko z użyciem drążka.
Komu polecany jest taniec na rurze? Czy można go polecić dziewczynom, które chcą schudnąć?
Pole dance jest jedną z najlepszych przyjaciół kobiecej (i nie tylko) sylwetki. Systematyczne treningi sprawiają, że tkanka tłuszczowa szybko znika, a jej miejsce zastępują mięśnie. Stajemy się znacznie silniejsi, bardziej sprawni i elastyczni. Często pomaga osobom, które mają niegroźne bóle kręgosłupa. Wszystko dlatego, że wzmacniają się mięśnie brzucha i pleców. Dziewczyny po paru miesiącach często dziwią się, że ich kobiece możliwości sięgają tak daleko. To trening kompleksowy. Przyjdź kiedyś na zajęcia to zobaczysz, które mięśnie pracują :) absolutnie wszystkie.
Dalej czytaj: http://fitness.sport.pl/fitness/1,107701,14323592,_Umiera_stereotyp_tanca_na_rurze_jako_tanca_z_nocnego.html
Fot. Michał Zachwieja, realizacja programu internetowego Beats & Style.
Pole dance a uczulenie na metale
Jakiś czas temu napisała do mnie Monika:
- Piszę w nieco nietypowej sprawie. Chodziłam jakiś czas na pole dance, ale niefortunnie okazało się że jestem uczulona na podstawowe metale: chrom i nikiel. Rury w studio były zaś od X-pole, chromowane właśnie. Wiem że to temat rzadki w Polsce, bo przeryłam już trochę internet, musiałam skierować się na zagraniczne fora i nie znalazłam dotąd jednoznacznej odpowiedzi czy są rury które mnie na pewno nie uczulą. Tak się wkręciłam w naukę pole dance że planuję po prostu kupić rurę do domu (więc muszę być pewna że nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto), studio do którego chodziłam też jest zainteresowane informacją o rurach dla alergików".
Ponieważ faktycznie nie spotkałam się wcześniej z tą sprawą postanowiłam zrobić mały research. Zebrałam także wasze opinie. Wasze, tzn. tych osób, które problem znają i już sobie z nim radzą. Oto czego się dowiedziałam. O alergii na metal najczęściej mówi się w kontekście alergii na nikiel. Jest to najbardziej powszechna przyczyna alergicznego kontaktowego zapalenia skóry – schorzenia objawiającego się swędzącą wysypką po kontakcie z konkretnym alergenem. No dobra,a teraz jak się to ma do pole dance? oto wypowiedzi uczulonych, które zebrałam w całość:
Karolina Grzywaczewska napisała mi:
- Po pierwsze trzeba znać różnice między rurą chromową, a chromowaną. Chromowana (dla przykładu x-pole) jest to stal powlekana chromem – czyli inaczej mówiąc chrom jest na nią naniesiony. Rura chromowa, czyli inaczej mówiąc kwasoodporna, nie jest powklekana żadną substancją. Przez co powłoka się nie ściera, jak w rurach powlekanych.
(Prawda. Znalazłam info na ten temat również w innym miejscu:
Rurka ze stali kwasoodpornej (stal nierdzewna, kwasoodporna) polerowana na lustro jest zrobiona z myślą o alergikach. Ta stal jest antyalergiczna i w przeciwieństwie do rur chromowanych nie ulega wycieraniu lub rdzewieniu).
- Ta sama różnica jest między mosiądzowanymi - powlekane (złote x-pole), a mosiężnymi (Platinum Stages). W rurach powlekanych zawartość niklu jest zwykle wysoka, przez co osoby które mają na niego uczulenie, mogą z czasem dostać wysypki, podrażnień skóry czy nawet silniejszych reakcji alergicznych w postaci zatruć czy zawrotów głowy. W rurach kwasoodpornych zawartość niklu jest mała m.in. dlatego, że jest to materiał dopuszczony do kontaktu z żywnością. Nie wywołuje reakcji alergicznych. Wszystkie polskie firmy, które znam robią rury ze stali kwasoodpornej. Stal chirurgiczna i owszem, ale taka stal jest koszmarnie droga i mimo że faktycznie jedna z polskich firm ma to w opisie (jeśli taka stal takową by była), rura była by bardzo droga.
Jeszcze jednym rozwiązaniem jest, jak wspomniała Agnieszka, rura malowana proszkowo (przeznaczona bardziej do pole fitnessu, akrobatyki i ćwiczeń, niż do obrotów czy tańca – z racji swej dużej przyczepności i szybkiego nagrzewania) z takich firm jak Lil Minx, Fit Pole czy Sun Pole"
- Sun Pole oferuje rury malowane proszkowo, wtedy kwestia metalu jest z głowy. Ale to do domu, nie na zajęcia... Myślę, że trzeba by zrobić testy alergiczne na co dokładnie ma się uczulenie. Większość rur to zwykła stal chromowana. Warto wybrać rury ze stali chirurgicznej, bo na taka stal raczej nie uczula".
Jeśli masz alergie na nikiel nie zawsze oznacza to, że dostaniesz uczulenia w styczności z rurką chromowaną (o ile się o nie odpowiednio dba). Oto wypowiedź Kasi Gacy:
- Mam potwornie silne uczulenie na nikiel, ale na rurkę chodzę i nic mi nie jest. Rurki chromowane rzadziej uczulają. Jest u nas jedna rurka którą "mądre" dziewczyny przecierały wodą utlenioną i spirytusem. Efekt? Przetarł się chrom i mi wystarczy 5 min z rurką żeby mieć wysypkę z pęcherzami... Moja rada: szukaj studia z chromowanymi rurkami, poćwicz i zobacz czy Cię uczuli. Dopiero wtedy baw się w testy alergiczne".
Z angielskich forów dowiedziałam się także, że niektóre osoby ratują właśnie rurki złote czyli mosiądzowane lub mosiężne. Ale nie dla każdego jest to gwarancja bezpieczeństwa, bo nie zawsze wiadomo, które mieszanki metali są na rurce (w rurce) lub na jakie metale ma się uczulenie.
Co więc zostaje? Posprawdzać dokładnie temat i sprawdzić, czy dana rurka uczula. Niestety nie ma w tym temacie złotych rad. Z tego, co pisały dziewczyny warto jednak korzystać z rurek chromowych, nie chromowanych. Być może będzie to dla was alergiczek jakieś rozwiązanie? Monice zaś radzę (jeśli i chrom i nikiel wchodzą w grę) jednak rurkę proszkowaną do domu.
Dzięki wszystkim za pomoc przy temacie :)
czwartek, 12 września 2013
Siniaki, krwiaki - chluba pole dancera?
Dręczą was siniaki, sińce i całkiem duże krwiaki? Wiem, to zupełnie normalna sprawa, zwłaszcza na początkowym etapie nauki pole dance. Tak już po prostu jest. Ale niektórzy uważają, że to trochę jak tatuaż, że to chluba pole dancerki (pole dancera). Nosimy to jak mały medal za włożoną w naukę pracę :)
Uczysz się, więc po pierwsze nie wiesz ile siły i energii włożyć w dany ruch (często jesteśmy odrobinę nadgorliwi) :) i skóra nie jest przyzwyczajona do tego ciągłego ściskania. Te siniaki kiedyś mijają, ale powracają w momentach nauki nowych trików. Tak więc jednym słowem są naszym stałym towarzyszem podróży ;) Oczywiście wraz z odciskami!
I co teraz zrobić, żeby nie wyglądać jak ofiara przemocy w rodzinie? :) no albo schować siniaki w długie jeansy i golf albo pomóc sobie odrobinę i zastosować na przykład maść z arniką, która pomaga szybciej się ich pozbyć. No i teraz co wybrać? Wypróbowałam kilka produktów z arniką, ale zdecydowanym faworytem okazał się kosmetyk o nazwie Bioderma Cicabio Arnika. Naprawdę działa! I polecam go z czystym sumieniem (cena: ok. 42zł)
Z tańszych historii podobno bardzo dobra jest maść Arcalen z wyciągiem z kwiatów arniki i nagietka, która ułatwia i przyśpiesza gojenie się krwiaków, wylewów podskórnych oraz nacieków okołostawowych. Cena: ok. 8zł
Jeśli chodzi o inne metody:
Polecam zimne okłady, które szybciej regenerują tkanki. Zwłaszcza, jeśli przy siniaku jest lekkie opuchnięcie. Przyłóż taki kompres na nie dłużej niż 10 minut (najlepiej niech to będzie woreczek z lodem lub żelowy kompres). Patentem jest też woreczek z mrożonkami ;)
Na siniaki nie należy nakładać maści rozgrzewających!
Uczysz się, więc po pierwsze nie wiesz ile siły i energii włożyć w dany ruch (często jesteśmy odrobinę nadgorliwi) :) i skóra nie jest przyzwyczajona do tego ciągłego ściskania. Te siniaki kiedyś mijają, ale powracają w momentach nauki nowych trików. Tak więc jednym słowem są naszym stałym towarzyszem podróży ;) Oczywiście wraz z odciskami!
I co teraz zrobić, żeby nie wyglądać jak ofiara przemocy w rodzinie? :) no albo schować siniaki w długie jeansy i golf albo pomóc sobie odrobinę i zastosować na przykład maść z arniką, która pomaga szybciej się ich pozbyć. No i teraz co wybrać? Wypróbowałam kilka produktów z arniką, ale zdecydowanym faworytem okazał się kosmetyk o nazwie Bioderma Cicabio Arnika. Naprawdę działa! I polecam go z czystym sumieniem (cena: ok. 42zł)
Z tańszych historii podobno bardzo dobra jest maść Arcalen z wyciągiem z kwiatów arniki i nagietka, która ułatwia i przyśpiesza gojenie się krwiaków, wylewów podskórnych oraz nacieków okołostawowych. Cena: ok. 8zł
Jeśli chodzi o inne metody:
Polecam zimne okłady, które szybciej regenerują tkanki. Zwłaszcza, jeśli przy siniaku jest lekkie opuchnięcie. Przyłóż taki kompres na nie dłużej niż 10 minut (najlepiej niech to będzie woreczek z lodem lub żelowy kompres). Patentem jest też woreczek z mrożonkami ;)
Na siniaki nie należy nakładać maści rozgrzewających!
czwartek, 29 sierpnia 2013
Pole dancerko - po co ci CrossFit?
Ile razy w tygodniu trenujesz rurkę? Dwa? Trzy? Większość z was pewnie nie częściej. Nie czujecie czasami, że brakuje wam siły w rękach, że w połowie zajęć okazuje się, że za chwilę ręce i nogi odpadną? Jeśli myślicie o tym, żeby iść w pole dance do przodu, warto uzupełnić swoje rurkowe treningi o coś extra ;)
Ja polecam CrossFit!
Czemu? Bo na rurce, oprócz rozciągnięcia najbardziej potrzebujesz siły, zręczności i dobrej kondycji. No dobra SIŁY przede wszystkim. A nic tak nie daje poweru jak CrossFit właśnie. Odkryłam go ponad rok temu, kiedy Reebok (marka ma pełne prawa do nazwy CrossFit) wędrował ze swoim boksem po Polsce. Zostałam zaproszona na trening i poczułam, że to jest to ;) Wtedy jednak nie zaczęłam treningów. Za to wpadłam na pomysł stworzenia czegoś podobnego (choć tak naprawdę zupełnie innego) w OH LALA. Pozbierałam to, czego było mi najbardziej potrzeba i zorganizowałyśmy zajęcia w szkole. Zbiegło się to w czasie z prawdziwymi treningami CrossFitu, na które zaczęłam "wpadać" na Warszawiankę. Szybko przekonałam się, że to doskonałe uzupełnienie do treningów pole dance. Pompki, miliony przysiadów, wyrzuty sztangi (nie będę zamęczała was angielskimi nazwami), podciąganie na drążku, wallballe (nie znam innej nazwy :P), wskoki na skrzynie, moje ulubione burpees itd. Treningi są krótkie, ale tak intensywne, że po 15 minutach najczęściej masz ochotę umrzeć. Oczywiście nie jest to trening dla każdego. Nie każdy kocha robienie przysiadów z 20-30 kg sztangą nad głową, ale ci którzy łapią bakcyla - łatwo nie rezygnują. Opcją dziewczyńską crossfitu zajęłam się sama tworząc zajęcia OH CROSS. Nie mamy ciężarów (dużych), ale uważam, że to co kobiecie wystarczy (tej, która nie lubi żelastwa) jest praca z ciężarem własnego ciała.
Opisywałam wszystko niedawno w artykule do portalu hellozdrowie.pl, ale przytoczę początek:
Najważniejsze założenia CrossFitu to wszechstronny rozwój ciała i różnorodność ćwiczeń. Są tu i elementy biegania, i ćwiczenia typowo siłowe. Podnoszenie się na drążku, przysiady z 30-kilogramową sztangą, pompki i wskakiwanie na 60/70-centymetrową skrzynię – wszystko to nie kojarzy się z dziewczyńskim sportem. Ale pozory często mylą! Ten boks to miejsce dla tych, którzy szukają prawdziwych sportowych wyzwań, nigdy się nie poddają i ciągle idą do przodu. Każdy wykonuje ten sam WOD (czyli znany z CrossFitu Workout of the Day), tylko skalowany do jego indywidualnych możliwości. Oczywiście nie oznacza to, że jest łatwo, mężczyźni z natury mają więcej siły, ale ponieważ ćwiczenia są zróżnicowane, kobiety bardzo szybko widzą różnicę i w swoim ciele, i jego nowych możliwościach.
http://www.hellozdrowie.pl/ruch/crossfit-dziewczyny-daja-rade
Wiecie za co uwielbiam te treningi najbardziej? Za to jak szybko poprawiają nasze wszystkie cechy motoryczne. Nie tylko siłę, ale i skoczność, wydolność, koordynację ruchową, szybkość itd. Po miesiącu widzisz i czujesz rezultaty. Jak ma się to do pole dance? Jest moc i siła, która pozwala na więcej i więcej. Postępy robisz szybciej, bo twoje ciało jest znacznie lepiej przygotowane do wyzwań, które czekają cię na rurce. Akrobaci bardzo często trenują CrossFit (tak by the way).
Gdyby ktoś chciał wypróbować dziewczyńskiej wersji zapraszam do siebie do OH LALA na Bracką :)
bardziej hardcorowych treningów szukajcie na Warszawiance lub Reebok CrossFit Mokotów.
Odpowiadam zawczasu na pytanie - Tak to Joasia Jabłczyńska i Mroczek (nie wiem który) :)
Ja polecam CrossFit!
Czemu? Bo na rurce, oprócz rozciągnięcia najbardziej potrzebujesz siły, zręczności i dobrej kondycji. No dobra SIŁY przede wszystkim. A nic tak nie daje poweru jak CrossFit właśnie. Odkryłam go ponad rok temu, kiedy Reebok (marka ma pełne prawa do nazwy CrossFit) wędrował ze swoim boksem po Polsce. Zostałam zaproszona na trening i poczułam, że to jest to ;) Wtedy jednak nie zaczęłam treningów. Za to wpadłam na pomysł stworzenia czegoś podobnego (choć tak naprawdę zupełnie innego) w OH LALA. Pozbierałam to, czego było mi najbardziej potrzeba i zorganizowałyśmy zajęcia w szkole. Zbiegło się to w czasie z prawdziwymi treningami CrossFitu, na które zaczęłam "wpadać" na Warszawiankę. Szybko przekonałam się, że to doskonałe uzupełnienie do treningów pole dance. Pompki, miliony przysiadów, wyrzuty sztangi (nie będę zamęczała was angielskimi nazwami), podciąganie na drążku, wallballe (nie znam innej nazwy :P), wskoki na skrzynie, moje ulubione burpees itd. Treningi są krótkie, ale tak intensywne, że po 15 minutach najczęściej masz ochotę umrzeć. Oczywiście nie jest to trening dla każdego. Nie każdy kocha robienie przysiadów z 20-30 kg sztangą nad głową, ale ci którzy łapią bakcyla - łatwo nie rezygnują. Opcją dziewczyńską crossfitu zajęłam się sama tworząc zajęcia OH CROSS. Nie mamy ciężarów (dużych), ale uważam, że to co kobiecie wystarczy (tej, która nie lubi żelastwa) jest praca z ciężarem własnego ciała.
Opisywałam wszystko niedawno w artykule do portalu hellozdrowie.pl, ale przytoczę początek:
Najważniejsze założenia CrossFitu to wszechstronny rozwój ciała i różnorodność ćwiczeń. Są tu i elementy biegania, i ćwiczenia typowo siłowe. Podnoszenie się na drążku, przysiady z 30-kilogramową sztangą, pompki i wskakiwanie na 60/70-centymetrową skrzynię – wszystko to nie kojarzy się z dziewczyńskim sportem. Ale pozory często mylą! Ten boks to miejsce dla tych, którzy szukają prawdziwych sportowych wyzwań, nigdy się nie poddają i ciągle idą do przodu. Każdy wykonuje ten sam WOD (czyli znany z CrossFitu Workout of the Day), tylko skalowany do jego indywidualnych możliwości. Oczywiście nie oznacza to, że jest łatwo, mężczyźni z natury mają więcej siły, ale ponieważ ćwiczenia są zróżnicowane, kobiety bardzo szybko widzą różnicę i w swoim ciele, i jego nowych możliwościach.
http://www.hellozdrowie.pl/ruch/crossfit-dziewczyny-daja-rade
Wiecie za co uwielbiam te treningi najbardziej? Za to jak szybko poprawiają nasze wszystkie cechy motoryczne. Nie tylko siłę, ale i skoczność, wydolność, koordynację ruchową, szybkość itd. Po miesiącu widzisz i czujesz rezultaty. Jak ma się to do pole dance? Jest moc i siła, która pozwala na więcej i więcej. Postępy robisz szybciej, bo twoje ciało jest znacznie lepiej przygotowane do wyzwań, które czekają cię na rurce. Akrobaci bardzo często trenują CrossFit (tak by the way).
Gdyby ktoś chciał wypróbować dziewczyńskiej wersji zapraszam do siebie do OH LALA na Bracką :)
bardziej hardcorowych treningów szukajcie na Warszawiance lub Reebok CrossFit Mokotów.
Odpowiadam zawczasu na pytanie - Tak to Joasia Jabłczyńska i Mroczek (nie wiem który) :)
środa, 7 sierpnia 2013
Nike Studio Wrap Pack czyli buty do pole dance
Moje odkrycie i nowa miłość ;) Myślicie, że można kochać tylko szpilki? O nie! Pole dancerki z pewnością szybko przekonają się do tych "butów".
Najpierw opis producenta
Obuwie Nike Studio Wrap zostało zaprojektowane, aby pomóc Ci w pełni wykorzystać treningi jogi, tańca i pilates. Składa się ze skarpety, taśmy i baletki - trzech części systemu zapewniających ochronę, dobrą trakcję, wsparcie oraz styl.
Skarpeta: zapewnia doskonałą przyczepność podczas ćwiczeń na nawierzchniach wewnętrznych. Wykonana z rozciągliwego materiału piankowego skrzyżowana w górnej części stopy, owija się wokół łuku i pod piętą dając wsparcie tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne.
Taśma: nadaje szyku oraz zapewnia wsparcie stawu skokowego oraz kostki.
Baletka: to doskonała ochrona oraz trwałość. Siatka zapewnia doskonałą wentylację oraz komfort użytkowania. Specjalnie nacięta podeszwa obuwia zapewnia idealną elastyczność. Silikonowa podeszwa gwarantuje przyczepność na powierzchniach wewnętrznych.
TERAZ JA:
Oni pomyśleli o balecie, pilatesie i jodze. Ale jak się okazuje są to też buty świetne do pole dance. Jeśli podobnie jak mnie, wkurza was chodzenie po sali na boso, ta (jak nazwał ją producent) skarpetka - zapewnia doskonały komfort ćwiczeń. Prawdą jest, że pomaga w przyczepności na podłodze, a przy wchodzeniu na rure zupełnie nie przeszkadza. No chyba, że robicie trik, gdzie potrzebne jest trzymanie na stopie np. ballerinę. Wtedy warto je jednak zdjąć. Ja jednak ćwiczę w nich zwykle całą godzinę i wcale ich nie zdejmuje. Taśmy - jak dla mnie bardziej wyglądają niż są funkcjonalne, więc na co dzień nie zawracam sobie nimi głowy. Ale jak się je zawiąże - faktycznie przypominają baletki. Myślę, że czarny kolor całego zestawu dawałby dobry efekt. Wrócę do skarpetek - wygodne, właściwie nie czuję, że mam je na nodze i o dziwo (wbrew moim przypuszczeniom) nie poci się w nich stopa. Fakt, że mają wycięte miejsce na palce robi tu całą robotę. Jestem w nich po prostu zakochana i noszę je prawie na każdym treningu. Wcześniej służyła mi do tego ściągnięta po połowy bawełniana skarpetka.
A teraz baletka - na początku zakładałam ją na rozgrzewkę, ale w te upały jest nieużyteczna. W niej szybciej poci się stopa i mimo, że jest bardzo giętka, przy niektórych ruchach (zwłaszcza rozciąganiu) jest zbędna, bo czasami spada (zwłaszcza przy pointach). Nie wiem, może jak zrobi się chłodniej zmienię zdanie i będę nosiła cały zestaw... Przy rozgrzewce, zwłaszcza części bardziej rozruchowej chroni stopę, więc tu z pewnością jest przydatna.
Z tego co wiem (choć teraz mogło się coś zmienić), w Polsce są dostępne dwa zestawy. Ten który mam ja, czyli róż plus kropeczki oraz pomarańczowa taśma i czarne baletki albo zestaw "all black". Wszystko to zapakować można do eleganckiego woreczka ;)
Moje cudo nie jest niestety tanie, bo kosztuje około 350-400zł, ale liczę, że może coś się w tym temacie zmniejszy z czasem :)
Najpierw opis producenta
Obuwie Nike Studio Wrap zostało zaprojektowane, aby pomóc Ci w pełni wykorzystać treningi jogi, tańca i pilates. Składa się ze skarpety, taśmy i baletki - trzech części systemu zapewniających ochronę, dobrą trakcję, wsparcie oraz styl.
Skarpeta: zapewnia doskonałą przyczepność podczas ćwiczeń na nawierzchniach wewnętrznych. Wykonana z rozciągliwego materiału piankowego skrzyżowana w górnej części stopy, owija się wokół łuku i pod piętą dając wsparcie tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne.
Taśma: nadaje szyku oraz zapewnia wsparcie stawu skokowego oraz kostki.
Baletka: to doskonała ochrona oraz trwałość. Siatka zapewnia doskonałą wentylację oraz komfort użytkowania. Specjalnie nacięta podeszwa obuwia zapewnia idealną elastyczność. Silikonowa podeszwa gwarantuje przyczepność na powierzchniach wewnętrznych.
TERAZ JA:
Oni pomyśleli o balecie, pilatesie i jodze. Ale jak się okazuje są to też buty świetne do pole dance. Jeśli podobnie jak mnie, wkurza was chodzenie po sali na boso, ta (jak nazwał ją producent) skarpetka - zapewnia doskonały komfort ćwiczeń. Prawdą jest, że pomaga w przyczepności na podłodze, a przy wchodzeniu na rure zupełnie nie przeszkadza. No chyba, że robicie trik, gdzie potrzebne jest trzymanie na stopie np. ballerinę. Wtedy warto je jednak zdjąć. Ja jednak ćwiczę w nich zwykle całą godzinę i wcale ich nie zdejmuje. Taśmy - jak dla mnie bardziej wyglądają niż są funkcjonalne, więc na co dzień nie zawracam sobie nimi głowy. Ale jak się je zawiąże - faktycznie przypominają baletki. Myślę, że czarny kolor całego zestawu dawałby dobry efekt. Wrócę do skarpetek - wygodne, właściwie nie czuję, że mam je na nodze i o dziwo (wbrew moim przypuszczeniom) nie poci się w nich stopa. Fakt, że mają wycięte miejsce na palce robi tu całą robotę. Jestem w nich po prostu zakochana i noszę je prawie na każdym treningu. Wcześniej służyła mi do tego ściągnięta po połowy bawełniana skarpetka.
A teraz baletka - na początku zakładałam ją na rozgrzewkę, ale w te upały jest nieużyteczna. W niej szybciej poci się stopa i mimo, że jest bardzo giętka, przy niektórych ruchach (zwłaszcza rozciąganiu) jest zbędna, bo czasami spada (zwłaszcza przy pointach). Nie wiem, może jak zrobi się chłodniej zmienię zdanie i będę nosiła cały zestaw... Przy rozgrzewce, zwłaszcza części bardziej rozruchowej chroni stopę, więc tu z pewnością jest przydatna.
Z tego co wiem (choć teraz mogło się coś zmienić), w Polsce są dostępne dwa zestawy. Ten który mam ja, czyli róż plus kropeczki oraz pomarańczowa taśma i czarne baletki albo zestaw "all black". Wszystko to zapakować można do eleganckiego woreczka ;)
Moje cudo nie jest niestety tanie, bo kosztuje około 350-400zł, ale liczę, że może coś się w tym temacie zmniejszy z czasem :)
poniedziałek, 22 lipca 2013
Samba Hold, Umbrella i Gemini Elbow
Wstałam dziś o 5 rano (wiem, kogo to obchodzi), ale mam za sobą 14h dzień zawalania, więc pisać mi się nie chce. Za to nie mogę odmowić sobie, bo i tak za rzadko piszę (ciągle z braku czasu) podesłania wam kilku inspiracji. W sobotę strzeliłam szybkiego trenia, na którym utrwaliłam sobie dwa triki z warsztatów od Marion Crampe oraz ogarnęłam wraz z Pati Tazbir jeden nowy, którego autorką jest człowiek bez kości czyli Aline Kerber. Kiedyś napiszę o niej troszki więcej.
Z racji jej specyficznego ułożenia ciała, Pati nazwała go Salba Hold, ja nadałam mu nieco polskiego i swojskiego klimatu i ochrzciłam: łokciopupościskacz ;)
Oto i ono:
A oto trochę inna forma gemini:
Oraz wejście z powyższego Gemini do Umbrelli:
Dziękuję za uwagę :)
Dobranoc!
Z racji jej specyficznego ułożenia ciała, Pati nazwała go Salba Hold, ja nadałam mu nieco polskiego i swojskiego klimatu i ochrzciłam: łokciopupościskacz ;)
Oto i ono:
A oto trochę inna forma gemini:
Oraz wejście z powyższego Gemini do Umbrelli:
Dziękuję za uwagę :)
Dobranoc!
poniedziałek, 8 lipca 2013
I'm not freak, I'm passionate, czyli warsztaty z Marion Crampe
Ostatni czwartek był jednym z przełomowych dni, jeśli chodzi o moją przygodę z pole dance. Dlaczego? Bo do Polski przyleciała Marion Crampe - jedna z moich najulubieńszych pole dancerek. Jak tylko dowiedziałam się, że będzie, natychmiast zapisałam się na warsztaty. Nie jestem typem człowieka, który jara się byle czym, ale przyznam się wam szczerze, że na to spotkanie czekałam z niecierpliwością. I nie zawiodłam się ani trochę!
Marion Crampe, która przyleciała do nas z Francji jest prawdziwą pasjonatką. Na przywitanie wypaliła: I'm not a freak. I'm just passionate. I to akurat się zgadza. Widać to w każdym jej ruchu - ona ten sport kocha. Ale (!) jest wymagającym nauczycielem. Jak trzeba krzyknie, a za chwilę cię ściska i całuje gratulując, że tak szybko ci coś wyszło. Jest samoukiem, ale nam radziła pracować w grupie. Powiedziała, że ona nie miała takiej możliwości.
Zacznijmy jednak od początku!
Jestem supermarketem
Marion zaczęła zajęcia od zakomunikowania, że dziś jest dla nas supermarketem. A my zgarniamy jej wiedzę i doświadczenie jak towar. No dobra... pomyślałam. No to będę brała garściami! I wzięłam :)
Zaskoczyła mnie jej rozgrzewka. Mało dynamiczna, złożona w większości z ćwiczeń rozciągających i rozgrzewających same stawy. Fakt - było duszno i parno jak w piekle, więc i tak po 3 minutach byłyśmy już mokre, ale mimo wszystko zdziwiło mnie to. Dowiedziałam się za to kilku przydatnych informacji dotyczących tego jakie części ciała trzeba rozciągać bardziej niż inne (np. przyczep mięśnia czworogłowego), bo bez tego trudno wykonać większość figur. Każdy, kto zna Marion z filmików wie, że jest rozciągnięta jak sku&^%n. Ale napełniła me serce nadzieją, kiedy zapewniła, że gdy zaczynała nie była za szczególnie rozciągnięta. Wiem, że uprawiała balet i tańczyła jazz, więc nie wierze jej do końca, ale jeśli nie była człowiekiem gumą (a teraz jest), to i dla nas, zwykłych śmiertelników jest szansa. W końcu ona zajmuje się pole dance od 7 lat! Powiedziała, że wszystko jest w głowie i w odpowiednim podejściu do swojego ciała. I z tym zgadzam się w 100%.
Trochę obawiałam się tej lekcji, ale okazało się, że mimo, iż nowe triki nie należą do najłatwiejszych, dajemy sobie z nimi radę (lepiej lub gorzej, ale jednak). Oczywiście nie zdradzę wam tu teraz wszystkiego, bo jak wiadomo nie da się tego opisać słowami, ale jak tylko trochę poćwiczę i wejdę na salę, podrzucę jakąś fotkię. Nie mogę też doczekać się lekcji z moimi dziewczynami. Mam im tyle do przekazania!
Marion jest świetna metodycznie i dała nam kilka ważnych rad jak radzić sobie ze spinem. Już wiedziała, że w Polsce rzadko ćwiczymy na kręconych rurkach. Jej zdaniem są o 100% lepsze, bo piękniej eksponują ciało w ruchu z każdej strony. Co więcej, powiedziała, że musimy przezwyciężyć wrażenie, że rurka jest inna. Jest dokładnie taka sama, tylko się kręci. Oczywiście my wiemy, że niektóre figury na spinie są łatwiejsze, a inne trudniej jest wykonać. Tak czy owak ma rację - trzeba się z tymi spinami przeprosić. Po drugie umiejętne rozłożenie siły i większy spokój. To były jej kolejne rady. Zwracała uwagę na ułożenie stóp i linie ciała. Każdy detal był ważny. Nawet w sposobie nauki widać u niej prawdziwą pasję... w dodatku taką, która zaraża!
Po zajęciach z nią uwierzyłam bardziej w siebie. Wiedziałam, że mogę więcej niż mi się wydawało i kiedy spojrzałam na pole dance jej oczami, poczułam jeszcze silniejsza miłość do rurki (tak wiem, rzyg tęczą. Być może to co piszę brzmi jak frazes, ale naprawdę mam nową, jeszcze większą motywację do pracy). Niewiele osób jest w stanie sprawić, że wydaje ci się, że możesz wszystko. Jasne, że bez jej pomocy trudno byłoby mi tak szybko wykonać wszystkie nowe figury, ale Marion sprawiła, że uwierzyłam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Naprawdę jaram się nią oporowo!
Na końcu były uściski i autografy, dostałam super wpis. Nareszcie ktoś docenił mój największy atut rurkowy - siłę :) bo szpagatowiec to ze mnie średni...
I teraz najlepsze! Wychodząc z sali szybko zapisałam sobie wszystko na kartce, bo na warsztatach nie można robić zdjęć, ale na szczęście Marion podczas swojego występu na Pole Dance Cup 2013 pokazała wszystkie triki. Ha! Mam ściągę!
Nie przegapcie następnych warsztatów. Jest wyjątkowa i warta każdych pieniędzy! ;)
Marion Crampe, która przyleciała do nas z Francji jest prawdziwą pasjonatką. Na przywitanie wypaliła: I'm not a freak. I'm just passionate. I to akurat się zgadza. Widać to w każdym jej ruchu - ona ten sport kocha. Ale (!) jest wymagającym nauczycielem. Jak trzeba krzyknie, a za chwilę cię ściska i całuje gratulując, że tak szybko ci coś wyszło. Jest samoukiem, ale nam radziła pracować w grupie. Powiedziała, że ona nie miała takiej możliwości.
Zacznijmy jednak od początku!
Jestem supermarketem
Marion zaczęła zajęcia od zakomunikowania, że dziś jest dla nas supermarketem. A my zgarniamy jej wiedzę i doświadczenie jak towar. No dobra... pomyślałam. No to będę brała garściami! I wzięłam :)
Zaskoczyła mnie jej rozgrzewka. Mało dynamiczna, złożona w większości z ćwiczeń rozciągających i rozgrzewających same stawy. Fakt - było duszno i parno jak w piekle, więc i tak po 3 minutach byłyśmy już mokre, ale mimo wszystko zdziwiło mnie to. Dowiedziałam się za to kilku przydatnych informacji dotyczących tego jakie części ciała trzeba rozciągać bardziej niż inne (np. przyczep mięśnia czworogłowego), bo bez tego trudno wykonać większość figur. Każdy, kto zna Marion z filmików wie, że jest rozciągnięta jak sku&^%n. Ale napełniła me serce nadzieją, kiedy zapewniła, że gdy zaczynała nie była za szczególnie rozciągnięta. Wiem, że uprawiała balet i tańczyła jazz, więc nie wierze jej do końca, ale jeśli nie była człowiekiem gumą (a teraz jest), to i dla nas, zwykłych śmiertelników jest szansa. W końcu ona zajmuje się pole dance od 7 lat! Powiedziała, że wszystko jest w głowie i w odpowiednim podejściu do swojego ciała. I z tym zgadzam się w 100%.
Trochę obawiałam się tej lekcji, ale okazało się, że mimo, iż nowe triki nie należą do najłatwiejszych, dajemy sobie z nimi radę (lepiej lub gorzej, ale jednak). Oczywiście nie zdradzę wam tu teraz wszystkiego, bo jak wiadomo nie da się tego opisać słowami, ale jak tylko trochę poćwiczę i wejdę na salę, podrzucę jakąś fotkię. Nie mogę też doczekać się lekcji z moimi dziewczynami. Mam im tyle do przekazania!
Marion jest świetna metodycznie i dała nam kilka ważnych rad jak radzić sobie ze spinem. Już wiedziała, że w Polsce rzadko ćwiczymy na kręconych rurkach. Jej zdaniem są o 100% lepsze, bo piękniej eksponują ciało w ruchu z każdej strony. Co więcej, powiedziała, że musimy przezwyciężyć wrażenie, że rurka jest inna. Jest dokładnie taka sama, tylko się kręci. Oczywiście my wiemy, że niektóre figury na spinie są łatwiejsze, a inne trudniej jest wykonać. Tak czy owak ma rację - trzeba się z tymi spinami przeprosić. Po drugie umiejętne rozłożenie siły i większy spokój. To były jej kolejne rady. Zwracała uwagę na ułożenie stóp i linie ciała. Każdy detal był ważny. Nawet w sposobie nauki widać u niej prawdziwą pasję... w dodatku taką, która zaraża!
Po zajęciach z nią uwierzyłam bardziej w siebie. Wiedziałam, że mogę więcej niż mi się wydawało i kiedy spojrzałam na pole dance jej oczami, poczułam jeszcze silniejsza miłość do rurki (tak wiem, rzyg tęczą. Być może to co piszę brzmi jak frazes, ale naprawdę mam nową, jeszcze większą motywację do pracy). Niewiele osób jest w stanie sprawić, że wydaje ci się, że możesz wszystko. Jasne, że bez jej pomocy trudno byłoby mi tak szybko wykonać wszystkie nowe figury, ale Marion sprawiła, że uwierzyłam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Naprawdę jaram się nią oporowo!
Na końcu były uściski i autografy, dostałam super wpis. Nareszcie ktoś docenił mój największy atut rurkowy - siłę :) bo szpagatowiec to ze mnie średni...
I teraz najlepsze! Wychodząc z sali szybko zapisałam sobie wszystko na kartce, bo na warsztatach nie można robić zdjęć, ale na szczęście Marion podczas swojego występu na Pole Dance Cup 2013 pokazała wszystkie triki. Ha! Mam ściągę!
Nie przegapcie następnych warsztatów. Jest wyjątkowa i warta każdych pieniędzy! ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















